Felieton
Wyszukaj według kryteriów:
Grupa: Felieton Słowo kluczowe:

2010-09-06
Ekstremalne zjawiska pogodowe

Rok 2010, a nawet okres trochę wcześniejszy; mianowicie od  przełomu 2009 i 2010 do chwili obecnej, wygląda na prawie apokaliptyczny. Zaczęło się w październiku 2009 roku gwałtownymi opadami śniegu, które sparaliżowały między innymi kolej państwową.
Wyjątkowo długa, mroźna i śnieżna zima, na wiosnę kilka kolejnych fal powodziowych, potem tropikalne upały, następnie znowu powodzie, a gdzie niegdzie trąby powietrzne zrywające dachy domów i wyrywające drzewa z korzeniami. I to wszystko w Polsce.

 
Coraz częściej słychać w wypowiedziach osób występujących publicznie (dziennikarzy, publicystów i przedstawicieli władz różnych szczebli) stwierdzenie, że musimy się przyzwyczaić do ekstremalnych zjawisk pogodowo-klimatycznych.

 
Oczywiście nie jest to żadna rewelacja - fachowcy zajmujący się na co dzień problematyką gospodarki wodno-ściekowej od dawna biją na alarm, że w przyrodzie coś się dzieje.
Niektórzy nazwali to efektem cieplarnianym i uważają, że przyczyną jego powstania jest ludzka cywilizacja naukowo-techniczna, inni upatrują w nim kolejny naturalny cykl klimatyczny Ziemi.
Faktem jest, i co do tego zgadzają się prawie wszyscy, że w ostatnich kilku dziesięcioleciach nastąpiły zauważalne zmiany klimatu przejawiające się m.in. we wzroście  temperatury na Ziemi, spowolnieniu prędkości cyrkulacji niektórych prądów morskich, topnieniu lodowców, występowaniu coraz dłuższych okresów suszy i następujących po nich powodzi i innych ekstremalnych zjawisk pogodowych.

 

Wszystkie te zjawiska są ze sobą powiązane i jedno wzmaga drugie. Na przykład wzrost temperatury powoduje przyspieszenie topnienia lodowców, które z kolei powoduje dalsze ogrzewanie powierzchni Ziemi. Podobnie jest z innymi anomaliami, na przykład z pojawianiem się i następnie znikaniem ciepłego prądu morskiego El Nino.

 
Tego typu zjawiska już od jakiegoś czasu dawały o sobie znać w takiej czy innej formie i uczeni już dawno zdawali sobie sprawę, że ten problem sam się nie rozwiąże. Co prawda przyroda nawet po bardzo poważnych kataklizmach potrafi sama wrócić do równowagi, ale wiąże się to ze zjawiskiem zwanym przez paleontologów i geologów tzw. „wielkim wymieraniem”, albo „masowym wymieraniem”.

 
Zjawisko to miało miejsce w dziejach Ziemi kilkakrotnie i wiązało się z jednej strony z potężną katastrofą, której następstwem były zmiany klimatu, a potem wymierało około 80% gatunków organizmów, a następnie życie odradzało się znowu, ale już w innym kształcie. Całkiem spora grupa uczonych jest zdania, że obecnie trwa kolejne wielkie wymieranie, którego przyczyną jest działalność człowieka, a świadczyć ma o tym niewiarygodnie szybkie tempo wymierania gatunków na Ziemi, z jakim mamy teraz do czynienia. Można sobie wyobrazić, jak wyglądałaby Ziemia po takim właśnie powrocie do równowagi i jak wyglądałby wówczas gatunek, który w tej chwili jest gatunkiem dominującym.

 
Czy wobec tego nieuchronnie musimy podzielić los dinozaurów?

 
Nic nie jest przesądzone, ale też niczego nie można wykluczyć. Ekstremalne zjawiska pogodowe, z jakimi mamy do czynienia na początku dwudziestego pierwszego wieku ukazują nam perspektywę, w jakiej się właśnie znaleźliśmy.

 
Życie ludzkie, a nawet czas trwania ludzkich cywilizacji to w czasie  geologicznym zaledwie mgnienie oka. Pojedynczy człowiek, a nawet cała ludzka populacja nie jest w stanie odnieść się do tych zagrożeń w sposób realny, no bo jaki wpływ ma człowiek na to co będzie się działo, na przykład za 300 lat.

 
Za dużo zmiennych, a nawet gdyby można to przewidzieć, to i tak za mało wobec czasu trwania życia na Ziemi.

 
Ale mamy świadomość tego co się wokół nas dzieje, a ponadto, dzięki nauce, możemy rozumieć związki przyczynowo – skutkowe zachodzących wokół nas zjawisk.
Generuje to, a przynajmniej powinno generować korektę naszych zachowań wobec pojawiających się nowych bodźców.

 
Aby się przystosować do zachodzących zmian nie musimy liczyć na długotrwałą ewolucję, możemy za to przygotować się do tych zjawisk wykorzystując naszą cywilizację naukowo – techniczną.
I prawdę mówiąc jest to jedyny realny sposób na przyszłość.

 
Moim zdaniem, przed skutkami kaprysów środowiska naturalnego mogą nas obronić wyłącznie nowe, wysokowydajne technologie, także i bezpieczne dla środowiska. Tego rodzaju technologie można zdobyć wyłącznie na drodze rozwoju nauk podstawowych; inaczej, w ramach istniejącej już wiedzy niewiele się da zrobić.

 
Pozyskiwanie energii na drodze spalania paliw kopalnych się już kończy, a dalsze próby poszukiwania paliw w coraz trudniej dostępnych złożach mogą się skończyć tak jak  w Zatoce Meksykańskiej.
Likwidowanie skutków powodzi, albo suszy bez energii nie ma szans na powodzenie.

 
Pamiętajmy też o huraganach, ocieplaniu się klimatu, wylesianiu, intensywnym rolnictwie i innych pochodnych. Musimy pomyśleć nie tylko o likwidowaniu skutków, ale przede wszystkim o zapobieganiu powstawania tych zjawisk.

 
Czy jest to możliwe?

 
Na dzień dzisiejszy jeszcze nie, ale patrząc na ogromne przyspieszenie rozwoju nauki w ostatnich latach, kto wie co przyniesie najbliższa przyszłość.

 
Myślę, że należy być optymistą, bo inaczej, rzeczywiście czeka nas los dinozaurów.Do gwałtownych zjawisk pogodowych musimy się przyzwyczaić i nauczyć z nimi żyć. W końcu ludzie od wieków żyją w strefach monsunowych, albo w takich gdzie regularnie występują huragany, a nawet tam gdzie często bywają trzęsienia ziemi. Można wypracować odpowiednie techniki przeżycia a nawet rozwoju
w takich miejscach, a do przyszłości trzeba się odpowiednio przygotować wykorzystując zdobycze naszej cywilizacji.

 

Aleksandra Chojnacka



Share |