Ministerstwo Środowiska kończy prace nad Krajowym Planem Rozdziału Uprawnień. Opracowano go w celu dostosowania polskich realiów do wymogów Unii Europejskiej w zakresie handlu pozwoleniami na emisję gazów cieplarnianych. Wszystkie firmy, które zwróciły się o pozwolenie na emisję dwutlenku węgla w latach 2005-2007 mogły do 13 sierpnia zgłaszać propozycje korekt do tego planu.
Handel emisjami to sposób na łatwy zarobek dla polskich przedsiębiorstw. Niesie to ze sobą jednak nie tylko korzyści ekonomiczne, ale i ekologiczne. Dzięki takiej praktyce można w znaczny sposób zredukować ogólną emisję gazów (przedsiębiorcy ograniczają emisję gazów, aby móc więcej zarobić na sprzedaży. Po pierwsze sami więc produkują mniej szkodliwych substancji, a po drugie zmniejszają faktyczną emisję gazów w Polsce w stosunku do ustalonego limitu). Koszt takiej redukcji jest znacznie mniejszy, niż przy użyciu innych odgórnych instrumentów. Konkurencja doprowadzi do opracowywania i wykorzystywania nowych technologii ograniczania emisji - zarobek poprzez redukcję będzie bowiem leżał w interesie przedsiębiorców.
Handel emisjami odbywa się na dwóch szczeblach. Pierwszy z nich to upstream - gdzie handel występuje na poziomie producentów paliw, którzy sprzedają limity swoim klientom na żądanie i według potrzeb. Uczestnikami tego rynku są np. kopalnie, ropociągi i gazociągi, importerzy i dystrybutorzy paliw. Downstream natomiast występuje wtedy, kiedy handel wprowadzany jest bezpośrednio w miejscu emisji - uczestniczą w nim m.in. elektrownie, huty, cementownie, które handlują nadwyżkami emisyjnymi między sobą.
DUŻY ZAROBEK NA EMISJACH
Polska chce, aby Unia przyznała nam w latach 2005-2007 prawo do emisji 286,2 mln ton dwutlenku węgla. Część tego limitu będzie można sprzedać zagranicznym podmiotom. Tylko w 2005 r. polskie przedsiębiorstwa będą mogły na tym zarobić aż 70 mln euro. Polska ma skierować do Komisji Europejskiej projekt krajowego programu alokacji uprawnień (KPAU) do emisji dwutlenku węgla. Do końca kwietnia bieżącego roku projekt ten miał być gotowy. Niestety, nie dotrzymaliśmy tego terminu, podobnie zresztą jak inne kraje unijne. Z tego powodu Polska otrzymała od UE stosowną reprymendę. Najważniejsze dane dotyczące KPAU zostały jednak przesłane do KE, choć dopiero pod koniec maja.
Przekazane informacje o uprawnieniach pochodzą jednak z lat 1999-2002, kiedy polska gospodarka rozwijała się wolno i wiele zakładów nie wykorzystywało jeszcze pełnych mocy produkcyjnych. W 2001 r. polskie firmy wypuszczały do atmosfery 213 mln ton dwutlenku węgla. Ministerstwo Środowiska poprawiło jednak te dane o wzrost gospodarczy i dobrze się stało bo w pierwszym kwartale br. PKB był wyższy o 6,4 proc. Istnieje jednak ryzyko, ze Komisja Europejska nie uwzględni nowych wyliczeń.
Handel emisjami odbywa się w z góry ustalony sposób. Najpierw decydenci muszą określić całkowity cel emisyjny, czyli limit. Potem przelane są uprawnienia do emisji firmom, które emitują zanieczyszczenia. System ten stwarza również możliwości do inwestowania, dzięki różnicom w krańcowych kosztach redukcji emisji. Te przedsiębiorstwa, które mają te koszty relatywnie niskie mogą ulokować środki w dodatkowe ograniczenia emisji i sprzedawać nadmiar uprawnień podmiotom o wyższych kosztach redukcji. Uczestnicy transakcji mogą dokonywać tego redukując emisje po najniższych kosztach. W efekcie obie strony odnoszą korzyści.
Ilość oferowanych na sprzedaż uprawnień będzie określana przez rynkową cenę uprawnienia. W Polsce podaż prawdopodobnie przewyższy popyt. Dlatego też przy samodzielnym wdrażaniu systemu cena rynkowa będzie bardzo niska. Regulacje unijne w tym zakresie umożliwiają jednak wymianę uprawnień pomiędzy poszczególnymi krajami Wspólnoty. Rynkowa cena uprawnienia będzie zatem kształtowana przez europejską, a nie polską krzywą podaży i popytu. Poza tym popyt w Europie będzie znacznie większy niż miałoby to miejsce w Polsce. Rynkowa cena uprawnienia będzie wyznaczona przez krańcowy koszt redukcji emisji w punkcie, gdzie podaż spotyka się z popytem. Przewiduje się, że ceny wahają się od 5 do 20 euro za jedno uprawnienie, które ma wartość 1 tony emisji CO2 ekwiwalentnego.
Polskie firmy nie muszą ograniczać emisji dwutlenku węgla, ale i tak powinny inwestować w jej redukcję. Jeżeli bowiem cena rynkowa uprawnienia wyniesie 10 euro, to przedsiębiorstwo, które stara się maksymalizować zysk, będzie podejmować przedsięwzięcia redukcyjne, które są tańsze niż 10 euro i sprzedawać osiągnięte redukcje na rynku - inne postępowanie nie byłoby racjonalne. Jeżeli natomiast dany zakład emituje więcej zanieczyszczeń niż posiada uprawnień, to w pierwszym rzędzie powinien podjąć próbę ograniczenia kosztów poniżej 10 euro, a dopiero po wyczerpaniu takiej możliwości nabyć uprawnienia z rynku.
PROTOKÓŁ Z KIOTO
Wspólnota międzynarodowa (w tym Polska) przyjęła zapisy Protokołu z Kioto, który zobowiązuje do redukcji emisji gazów cieplarnianych (GC) w latach 2008-2012 o 5,2 proc. w stosunku do poziomu z 1990 r. Każdy kraj, który podpisał ten Protokół, otrzymał zobowiązanie lub określony poziom emisji docelowej (AAUs) na ten okres. Międzynarodowy handel emisjami wprowadzony przez ten dokument umożliwi uczestnikom (rządom i pojedynczym firmom) handel swoimi Gaus. Ma to na celu zmniejszenie całkowitego kosztu wypełniania zobowiązań Protokołu.
W handlu emisjami weźmie udział pięć głównych sektorów: elektroenergetyka i ciepłownictwo, rafinerie ropy naftowej, hutnictwo żelaza i stali, sektor papierniczy oraz sektor produkcji materiałów budowlanych. Pierwsza faza przedsięwzięcia planowana jest na lata 2005-2007. Do końca 2007 r. kraje członkowskie mogą wnioskować o wyłączenie określonych zakładów z listy zobowiązanych protokołem. Może się to odbyć jedynie za zgodą Komisji Europejskiej i będzie uwarunkowane poddaniem wyłączonych podmiotów równie rygorystycznym regulacjom, co pozostałych emitentów. Kraje członkowskie mogą oczywiście również dołączać niektóre zakłady do tej listy.
Druga faza, przewidywana na lata 2008-2012, jest całkowicie obowiązkowa i przewiduje możliwość włączania innych zakładów i sektorów. W pierwszej kolejności program obejmiee tylko i wyłącznie emisje dwutlenku węgla, a w drugiej uwzględni się pozostałe gazy określone w Protokole z Kioto. W pierwszej fazie minimum 95 proc. uprawnień alokuje się nieodpłatnie, w drugiej natomiast minimum 90 proc.
Nazwy przedsiębiorstw, które łamią wymogi dyrektywy zostaną podane do publicznej wiadomości. Poza tym za każdą tonę dwutlenku węgla wyemitowaną bez ważnego uprawnienia przewidziana jest kara w wysokości 100 euro, a w pierwszej fazie 40 euro. Ponadto emisja przekraczająca liczbę posiadanych uprawnień pomniejszy pulę alokacji na kolejny rok. Protokół z Kioto określił dla Polski maksymalny poziom emisji na 531 mln ton równoważnika dwutlenku węgla rocznie. Pozwala to na ok. 28 proc. wzrost emisji w stosunku do 2001 r.
Polska będzie mogła jednak obracać na rynku międzynarodowym tylko częścią swojej dopuszczalnej emisji (AA), ze względu na wymogi zachowania rezerwy na okres zobowiązań Protokołu. Wymaga on bowiem, aby część jednostek AAU przyznanych naszemu krajowi z obrotu międzynarodowego była wyłączona. Liczba jednostek, którą należy zachować w rezerwie jest niższą z wartości: 100 proc. pięciokrotnej emisji z ostatnio zweryfikowanej inwentaryzacji lub 90 proc. AA na lata 2008-2012. Szacunkowo liczba uprawnień dopuszczonych do handlu międzynarodowego wynosi ok. 721 mln w pierwszym okresie zobowiązań. Jeżeli Polska zdecyduje się na sprzedaż całości uprawnień to przybliżony przychód z tego tytułu będzie oscylował w granicach 892 mln-13,4 mld USD (zakładając, że cena uprawnienia wyniesie 5-25 USD).
Od 1 stycznia przyszłego roku w Unii zostanie wprowadzony program handlu emisjami dwutlenku węgla, który będzie korzystny dla polskich firm. Mają one bowiem ok. 100 mln ton zapasów CO2 w stosunku do obowiązku, który nakłada na nas Protokół z Kioto. Państwa "starej" Unii mają problem ze spełnieniem tych zobowiązań - i tu jest pole do popisu dla naszych przedsiębiorstw. Program handlu emisjami obejmie 945 polskich firm z branż: energetycznej, stalowej, przemysłu mineralnego oraz papierniczego. Koszty wprowadzenia KPAU będą dla nich niewielkie, ponieważ emisje będzie można wykupić najprawdopodobniej w cenie 0,21 zł za tonę.
FORMY HANDLU EMISJAMI:
Mechanizm klosza (ang. Bubbles): maksymalny poziom emisji zanieczyszczeń (pułap emisyjny) jest przydzielany grupie zakładów tak, iż mogą one łącznie dokonywać najbardziej efektywnych kosztowo redukcji emisji (zakłady te mogą działać w ramach jednego przedsiębiorstwa).
Mechanizm kompensat (ang. Offsets): zakłady chcące rozszerzyć skalę swojej działalności, mogą dokonać inwestycji redukcyjnych w innych zakładach.
Kredyty redukcji emisji (ang. Emission Reduction Credits): zakłady o emisjach poniżej określonego progu (standardu) mogą otrzymywać kredyty redukcji i następnie sprzedawać je zakładom o emisjach powyżej progu.
Ograniczenie-handel (ang. Cap-and-Trade): całkowity limit emisji (tzw. czapka, czyli cap) ustalany jest dla grupy zakładów i/lub sektorów, a następnie uprawnienia do emisji odpowiadające całkowitemu limitowi rozdzielane są pomiędzy te zakłady - emitentów zanieczyszczeń. Zakłady mogą wykorzystać uprawnienia do wypełnienia swych celów redukcyjnych, sprzedać je lub zachować na przyszłe okresy rozliczeniowe. Cap-and-Trade to najbardziej zaawansowana, skuteczna i efektywna ekonomicznie forma handlu emisjami mająca najszersze zastosowania praktyczne. Broszura niniejsza poświęcona będzie zatem handlowi cap-and-trade.